Smutna komedia
Ostatnio miałam okazję obejrzeć film dokumentalny Marcela Łozińskiego „Moje miejsce”. Jest to opowieść o sopockim „Grand Hotelu” oraz jego pracownikach. O swojej pracy opowiadają: palacz, sprzątaczki, pokojówki, kucharze, szatniarze, portierzy oraz sam dyrektor. Na końcu filmu widzimy zbiorowe zdjęcie załogi, na tle stylowego budynku.
Film powstał w 1987 roku, a więc wieki temu.
Każdy z pracowników "Grand Hotelu" zna swoje obowiązki, które wypełnia bardzo sumiennie. Pracownicy są również dumni ze swojej pracy. Coś jednak nie gra. Pracownicy tworzą jakby sieć drobnych firemek, zlokalizowanych w jednym miejscu - gmachu sopockiego "Grand Hotelu". Między nimi nie ma komunikacji, nie widzą wspólnego celu - satysfakcji Klienta. Klient w ogóle dla nich nie istnieje. Istanieją za to butelki - dla pana, kóry te butelki myje; prześcieradła - dla pani, kóra je od dwudziestu lat składa. Każdy z pracowników uprawia "własny ogródek", na wspólnym polu, jakim jest "Grand Hotel". W szczególny sposób podkreśla to ostatnia scena - zdjęcie załogi na tle ich miejsca pracy. To tak naprawdę jedyny kadr, na którym widać więcej niż jedną osobę - widać zespół, który w rzeczywistości zespołem nie jest.
Film bawi do łez. To dokument, który przedstawia obraz tamtych czasów, nieco może przerysowany, wyolbrzymiony. Grozy dodaje dyrektor pojawiający się w tle, z oddali kontrolujący pracę swoich podwładnych. Co należy do jego obowiązków poza przechadzaniem się po korytarzu? Trudno powiedzieć.
Minęło 20 lat od nakręcenia tego dokumentu. Żyjemy w innej rzeczywistości, wyznajemy inne firmowe wartości. Zastanawiam się jednak czy przez te 20 lat aż tak wiele się zmieniło. Odpowiedzmy sobie na pytanie: czy każdy z na zna cele i misję swojej firmy? Ilu z nas uprawia "własny ogródek" w firmie? Ilu z nas naprawdę troszczy się o Klienta?
Zastanawiam się czy film Łozińskiego naprawdę się zdezaktualizował.
